Walentynkowe menu, czyli kilka słów o afrodyzjakach

Z okazji nadchodzącego Święta Zakochanych pojawia się w prasie i w sieci coraz więcej porad dla zakochanych par związanych z wznieceniem ognia miłości, akrobacjami łóżkowymi oraz roztoczeniem wokół siebie możliwie największego uroku osobistego. Wszystko po to, aby przyciągnąć drugą połówkę do siebie. Cel dość zacny i osiągany z lepszym lub gorszym skutkiem przez ludzi od wieków.

Jednak jak już niejednokrotnie naukowcy dowiedli, występująca między kochankami potocznie zwana „chemia” jest w istocie niczym innym jak oddziaływaniem związków chemicznych, szeregiem reakcji i okazuje się, że nawet to niezwykłe uczucie, jakim jest miłość czy chociażby pożądanie można sprowadzić do wzoru chemicznego.

Jednak pomimo tych niewdzięcznych naukowych doniesień odbierających całą magię naszym uczuciom ludzie od dawna poszukiwali czegoś, co mogłoby podnieść ich seksualną wartość w oczach drugiego człowieka. I w ten sposób powstało wiele przepisów i recept na wywołanie dreszczy podniecenia. Niektóre pozostałości ludowych wierzeń bądź czarodziejskich wymysłów budzą dziś obrzydzenie. Inne były tak silne, że doprowadziły do biologicznych degradacji.

Bo jak inaczej nazwać skutek niezwykłej popularności jaką cieszył się afrodyzjak uzyskiwany ze sproszkowanych rogów nosorożca, który przyczynił się do takiego wymarcia zwierząt, że obecnie przyszłość większości gatunków nosorożców stoi pod znakiem zapytania, a niektóre spotkać już można tylko w rezerwatach.
Wywołujący dziś obrzydzenie, a popularny niegdyś wśród panien był zwyczaj robienia i częstowania mężczyzn wywarem z własnych włosów łonowych. Dziś najprawdopodobniej nikt nie ośmieliłby się podać takiej mikstury ukochanej osobie, a jednak nazwa afrodyzjak nadal budzi zainteresowanie nawet wśród osób, między którymi niezwykle mocno iskrzy.

Do afrodyzjaków zalicza się pewne substancje najczęściej pozyskiwane naturalnie o dość tajemniczym działaniu. Są to np.:


1.Johimbina-alkaloid
pochodzący z afrykańskiego drzewa, Podobno kiedyś stosowana przez Afrykanów podczas ceremonii weselnych w wiadomych celach. Jej działanie polega na zwiększaniu dopływu krwi do narządów płciowych.

2.Strychnina-kolejny alkaloid naturalnego pochodzenia. Stosowany u kobiet z obniżonym czuciem w pochwie. Działa niezwykle pobudzająco. Czasami aż za bardzo- dawka ponad 30mg może wywołać śmierć wskutek uduszenia (skurcz mięśni oddechowych). Zresztą jest składnikiem trutek dla szczurów co oznacza, że istotnie jest to lek zabójczy.

3.Kantarydyna- bardzo popularna tzw. mucha hiszpańska. Związek wydzielany w chwilach zagrożenia przez chrząszcze z rodziny oleicowatych. Jego działanie polega na pobudzaniu zakończeń nerwowych co faktycznie przyczynia się do lepszych doznań, jednak działania uboczne w postaci chociażby bolesnych erekcji nie zachęcają do stosowania takiego specyfiku. Nie bez znaczenia jest też fakt, że onegdaj używano ją jako truciznę.

To tylko niektóre substancje o działaniu pobudzającym i zachęcającym do łóżkowych działań.
Do dziś ciężko potwierdzić skuteczność afrodyzjaków. Jedni przypisują im działanie placebo, drudzy gorąco zachęcają do kupna w aptece w postaci różnych preparatów. W obliczu zagrożeń jakie wynikają z przyjmowania powyższych specyfików wydaje się dość jasne, że zdecydowanie zdrowiej, bezpieczniej i łatwiej poszukać afrodyzujących specyfików…we własnej kuchni.

Produktów uznanych za afrodyzjaki kuchenne jest sporo. A stare powiedzenie ‘przez żołądek do serca’ nie straciło nic na swej aktualności. Okazuje się, że między dwoma najsilniejszymi popędami (do prokreacji i jedzenia) jest niezwykle ścisła zależność. Dobrze wiedzą o tym panowie, którzy w chwilach niemocy uświadamiają sobie, że ostatnio ich jedynymi posiłkami były: kawa, papieros i szybkie jałowe danie zjedzone w biegu.

OstrygiAby cieszyć się sprawnością w łóżku w pierwszej kolejności należy pomyśleć o zdrowej diecie, a później o dodatkach-afrodyzjakach, które tylko mogą pomóc w osiągnięciu celu ale nie są w pełni za niego odpowiedzialne. Osobom chcącym cieszyć się radością w łóżku zalecana jest dieta śródziemnomorska. Bogata w owoce morza, które stanowią idealne źródło cynku odpowiedzialnego za produkcję spermy. Tutaj nie można zapomnieć o ostrygach, które dostarczają go dużo i faktycznie ponoć sam Casanova jadał je regularnie na śniadanie.

Należy zadbać również o odpowiednią dawkę witaminy E, dzięki której możliwe jest utrzymanie popędu seksualnego w normie. Witamina ta, zwana witaminą młodości przyczynia się do niszczenia wolnych rodników oskarżanych o starzenie oraz pozwala zachować elastyczność naczyń krwionośnych. Przy okazji trzeba zatroszczyć się o krew, która w nich płynie. Niezwykle ważny jest odpowiedni poziom cholesterolu. Wszelkiego rodzaju problemy związane z układem krwionośnym przede wszystkim odbijają się na jakości życia seksualnego, która drastycznie spada. Jemy więc regularnie, unikamy tłuszczów zwierzęcych, czerwone mięso zastępujemy owocami morza i pamiętamy by wszędzie gdzie się da dodawać przyprawy. Pieprz, bazylia, gałka muszkatołowa powinny zawsze znajdować się w kuchni zakochanych.

A do kolacji-kieliszek wina. I tutaj należy zachować umiar. Po przekroczeniu pewnych ilości alkohol jako afrodyzjak traci swoje magiczne działanie i zdecydowanie staje się anafrodyzjakiem powodując porażki na terenie sypialni. Pozostałymi anafrodyzjakami (a więc produktami o działaniu odwrotnym do zamierzonego) są: papierosy, zimne napoje, dziurawiec, głóg oraz mięta.

Warto pamiętać o tych produktach nie tylko w dniu Walentynek. Zdrowa dieta z pewnością pozwoli cieszyć się życiem seksualnym przez wszystkie pozostałe dni w roku.

Autor: Elżbieta Szlęk

Related Posts with Thumbnails

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


Preview:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.